Czy badanie elektrooporowe jest obowiązkowe przed wierceniem studni głębinowej?

0
86
Rate this post

Jestem deweloperem realizującym niewielkie osiedle domów jednorodzinnych w okolicach Gliwic na Śląsku. Przy tego typu inwestycjach każdy koszt jest przez nas dokładnie analizowany, a budowa kilku studni głębinowych dla przyszłych mieszkańców to spora pozycja w budżecie. Wielu wykonawców wiertniczych, z którymi rozmawiałem, twierdziło, że badanie elektrooporowe to tylko zbędny dodatek i strata pieniędzy, bo przecież oni „znają ten teren” i od lat wiercą tu na wyczucie. Formalnie rzecz biorąc, prawo nie nakłada obowiązku wykonywania badań geofizycznych przed wierceniem studni o określonej głębokości, więc teoretycznie można wjechać maszyną na działkę bez żadnego przygotowania.

Zdecydowałem się jednak na współpracę z firmą poszukiwaniawody.pl przy jednej z trudniejszych lokalizacji, gdzie poprzedni, próbny odwiert wykonany przez inną ekipę okazał się kompletnie suchy na 30 metrach. Chciałem sprawdzić, czy faktycznie metoda ERT cokolwiek zmieni. Po kontakcie przez stronę https://poszukiwaniawody.pl/kontakt/ i ustaleniu szczegółów, przyjechał zespół specjalistów. Wyjaśnili mi rzeczowo, że choć badanie nie jest obowiązkowe, to w takim zróżnicowanym terenie jak Śląsk, gdzie pod ziemią mamy pozostałości po działalności górniczej i specyficzne uskoki, wiercenie „na ślepo” to czysty hazard.

Badanie pokazało, że zaledwie 15 metrów od poprzedniego, suchego miejsca, znajduje się wyraźna strefa o niskim oporze, co sugerowało nasycenie wodą. Wykonaliśmy tam odwiert i rzeczywiście, ujęcie okazało się wydajne. 

Z mojej perspektywy: badanie elektrooporowe nie jest obowiązkiem prawnym, ale stało się dla mnie obowiązkiem ekonomicznym. Gdybym miał płacić za kolejne puste metry wiercenia, straciłbym kilkukrotnie więcej, niż zapłaciłem za profesjonalny profil gruntu.

Mogę potwierdzić, że specjaliści z poszukiwaniawody.pl podchodzą do tematu bez zbędnego czarowania – jeśli na badaniu wychodzi, że wody nie ma, mówią to prosto w oczy, co też pozwala zaoszczędzić na bezsensownej pracy wiertnicy. Dla kogoś, kto buduje dom na własny użytek pod Katowicami czy Rybnikiem to powinien być pierwszy krok przed podpisaniem umowy z wiertnikiem. Czasem warto poczekać te kilka dni na wolny termin, żeby potem nie zostać z dziurą w ziemi i pustym portfelem. Moja współpraca przebiegła sprawnie, raport dostałem mailem po paru dniach, a co najważniejsze – dane z badania w 100% pokryły się z tym, co wiertnik znalazł pod ziemią.

Taka precyzja nie tylko eliminuje stres, ale przede wszystkim daje gwarancję, że projektowana studnia będzie realnym źródłem wody, a nie tylko kosztowną pamiątką w ogrodzie. To rzadki przykład usługi, w której nawet „zła wiadomość” o braku surowca ma ogromną wartość, chroniąc nas przed wyrzuceniem pieniędzy w błoto.